Raporty podróżnicze z różnych zakątków świata (a także z podróży w głąb siebie)!

O mnie

Cześć! Mam na imię Martyna i… no właśnie! Kim jestem? Pierwsze co przychodzi mi na myśl, to te oto słowa: jestem szczęśliwym i wolnym człowiekiem, który podąża w życiu drogą swoich marzeń. Aczkolwiek, nie zawsze tak było. Nie wiem jak to przyjmiesz, lecz wyznam Ci, że od zawsze czułam się… trochę inna. Czasem bardziej, czasem mniej. Wyobrażam sobie, że Twoje myśli właśnie szaleją! Ale jak to inna? Co to właściwie oznacza? Otóż moje poczucie inności opierało się i opiera na tym, że nie chcę tego, czego chce znakomita większość osób wokół mnie: powszechnie rozumianej stabilności. Jednocześnie jednak, przez wiele lat aspirowałam, by dorównać do szeregu i zbudować coś, co określiłabym mianem „standardowego modelu życia”. Studia i kolejne kursy, praca na etacie, życie prywatne i towarzyskie. Lecz w tym „modelu standardowym” było coś jeszcze… Od wielu lat, w każdej wolnej chwili, oddawałam się moim ukochanym wędrówkom i włóczęgom po Europie oraz Bliskim Wschodzie. Wówczas czułam się sobą, czułam się wolna i spełniona. Za każdym razem wydawało mi się, że jeszcze tylko ta jedna podróż, a potem moja ciekawość świata wysyci się na tyle, że będę w stanie ją poskromić, powściągnąć. Moje marzenia o podróżowaniu były jednak tak silne, że nie dawały mi żyć. A z czasem stały się dla mnie życiem. Zapewne domyślasz się, że właśnie zarzuciłam pomysł i koncepcję „modelu standardowego” na rzecz życia w drodze. Zadałam sobie na pozór prozaiczne pytanie: czego chcesz? A odpowiedź brzmiała: chcę podróżować i pisać. I tak oto zostałam nomadką.

A zatem:
– nie mam pracy na etacie, postanowiłam podróżować i zatrzymywać się tu i ówdzie, by trochę popracować, spróbować różnych nowych zajęć, po czym ruszyć w dalszą drogę;
– nie mam mieszkania;
– nie mam kredytu;
– nie mam mieszkania na kredyt;
– nie mam męża;
– nie mam samochodu;
– nie mam ubrań z najnowszej kolekcji.

Niestety mam jeszcze abonament i to jest chyba jedyna pozostałość po moim życiu w „modelu standardowym”. Nie mam natomiast najnowszego modelu telefonu, ani nawet poprzedniego, czy też jeszcze starszego modelu. Prawdę mówiąc to mam stary telefon z rozbitym ekranem i bardzo rzadko go odbieram.

Co mam zamiast? Aby się o tym przekonać zapraszam Cię do lektury mojego bloga.

O moim stylu podróżowania

Czuję, że moja droga zawsze wiodła na Północ. Toteż spakowałam plecak i powziąwszy zamiar zamieszkania na jakiś czas w Arktyce, udałam się w podróż z biletem tylko w jedną stronę na Daleką Północ naszego kontynentu. Teraz piszę do Ciebie z Abisko, małej miejscowości położonej w szwedzkiej Laponii, około 280 kilometrów ponad kołem podbiegunowym północnym. Chciałabym opowiedzieć Ci nieco o stylu podróżowania, który ukochałam najbardziej. To również tłumaczy dlaczego nigdy nie satysfakcjonowały mnie typowe, dwutygodniowe wakacyjne wyjazdy. Wyjaśniając wprost – lubię zamieszkać w miejscu, do którego się udaję. Kocham zakątki niepozorne, położone z dala od utartych szlaków, które – w cieniu popularnych turystycznych destynacji – skryły się przed wzrokiem. Mówiąc obrazowo, gdy jestem w mieście – wybieram boczne uliczki. Gdy na wsi, skręcam w polną ścieżkę. Odkryłam, że tam gdzie większość ludzi widzi jedynie marginesy życia, marginesy świata – jest właśnie najwięcej treści. Że najzupełniej nieokazałe jabłko smakuje najlepiej. Że w prostocie jest piękno. Mam jednak świadomość, że ten sposób podróżowania, który tak mocno ukochałam, czyli powolny i kontemplacyjny, nie jest jednocześnie spektakularny i efektowny. W opisanym przeze mnie modelu zależność pomiędzy ilością przebytych kilometrów, a czasem podróży jest odwrotnie proporcjonalna, a zatem kilometry nie przyrastają z czasem. Nie jest to więc model „podróży dookoła świata w pół roku”, czy też „odwiedzenia wszystkich europejskich stolic w miesiąc”. Daje on jednak niezwykłą możliwość splecenia się z lokalnym mikroświatem i lokalną społecznością, wniknięcia pod jej żywą, pulsującą tkankę i odkrycia, że toczy się pod nią nadspodziewane, zdumiewające życie. Lubię przemieszczać się z miejsca na miejsce, podróżować w ten bardziej dynamiczny sposób i czasem to robię. Czuję wtedy jednak, że zaledwie dotykam danej kultury, poruszam się po jej powierzchni. Doświadczenia tego typu są ze wszech miar wartościowe, bo prowadzą do poznania, odkrycia oraz ukazują nowe drogi. Jakościowo są to przeżycia różne od zamieszkania w innym kraju. Wypakowania plecaka i urządzenia sobie własnego kąta w przyczepie zaparkowanej na białym pustkowiu, hen na Północ ponad kołem polarnym, w otoczeniu majestatycznych gór Arktyki, o przeróżnych egzotycznych i finezyjnych kształtach. Słyszeliście kiedyś o mieścinie zwanej Abisko? Ja też nie. I dlatego właśnie tu jestem.

Kocham także długie wędrówki.

Jeździłam w Bieszczady jeszcze zanim „rzuciłam wszystko” 😉

O pisaniu

Obowiązkowym ekwipunkiem każdej mojej podróży od zawsze były plecak pachnący kawą, a w nim książki oraz notes. Mój dziennik pokładowy. Pisałam o moich podróżach jedynie do przysłowiowej szuflady. I nie tylko o podróżach, bo choć to niepopularne, piszę także poezję. Upublicznienie zapisków z drogi było i wciąż jest dla mnie wyzwaniem. Może to zaskakujące, ale głównie dlatego, że podziwiam pisarzy i reportażystów tak mocno, że niejako oficjalne, publiczne wejście do ich grona onieśmiela mnie, tremuje i wprawia w zakłopotanie. Pamiętajcie, zawsze aspirowałam do tego, by dorównać do szeregu, a nie by przed niego wyjść. Choć teraz to już chyba odwracam się i idę w zupełnie drugą stronę. Mimo, iż wciąż czuję, że nie dorastam do pięt tych, których czytam (o moich książkowych inspiracjach przeczytasz w dziale Czytelnia – w budowie) to odkrywanie świata i pisanie o tym to dla mnie czysta, wysublimowania radość. I tą radością właśnie chcę się z Tobą dzielić.

O blogu

Raport Globtroterki to przede wszystkim lista mailingowa, a blog jest do niej niejako wtórny. Założyłam ją z pobudek bardzo prozaicznych, a nawet trywialnych. Otóż zawsze gdy podróżuję, dostaję od moich przyjaciół i rodziny bardzo dużo maili. Pytacie o historie i opowieści z podróży, o codzienne-niecodzienne zdarzenia, o moje uczucia, przemyślenia i obserwacje, o spotkanych na szlaku ludzi. Czasem też prosicie o wskazówki i podpowiedzi dotyczące podróży, które sami planujecie odbyć. Na wszystkie te wiadomości zawsze starałam się odpowiadać w wyjątkowy, wobec każdego indywidualny, sposób. W rezultacie zajmowało mi to sporo czasu, a niekiedy stawało się celem niemożliwym do osiągnięcia. Wobec tego wpadłam na pomysł, by ten proces uogólnić i utworzyłam listę mailingową, którą zatytułowałam Raport Globtroterki. Z pewną regularnością zaczęłam wysyłać Raporty, czyli krótkie reportaże z moich podróży. Z czasem na wspomnianej liście zaczęło przybywać Czytelników. To właśnie za Waszą namową, Czytelników listy mailingowej, postanowiłam założyć tego bloga, gdzie zamieszczam najnowsze Raporty, a także wzbogacam je o dodatkowe teksty. Stale dodajecie mi odwagi, za co z głębi serca dziękuję!

W Internecie roi się od zdjęć i grafik ukazujących rajską plażę, fikuśnie postrzępione palmy, lazurową wodę i złocący się piasek, zachęcających do przysłowiowego „rzucenia wszystkiego i wyruszenia w podróż dookoła świata”. Zupełnie tak jakby była to decyzja łatwa i ważka, zapowiadająca niekończące się wakacje na wspomnianej plaży. Uważam, że tego typu decyzje wymagają przebycia długiej drogi, a okres przed i po ich podjęciu jest niezwykle transformujący i poznawczy, reorganizujący w życiu dosłownie wszystko. Stawiają one wiele wyzwań, jak choćby konfrontacja z oczekiwaniami najbliższych, czy w ogólności oczekiwaniami społecznymi. By nie spalić za sobą mostów, decyzję taką należy mądrze i spójnie umotywować. Nie opuszcza mnie przeświadczenie, że bardzo jesteśmy przywiązani do naszych stref komfortu, tych przytulnych, przewidywalnych i dobrze zorganizowanych miejsc, w których zawsze możemy się schować i zapomnieć o naszych marzeniach. Dlatego osoby, które decydują się na „rzucenie wszystkiego i wyruszenie w podróż dookoła świata”, nadają również temu przedsięwzięciu datę ważności. Pół roku, roku, dwa lata i rzadko więcej. To jest jak opuszczenie bezpiecznego portu, lecz posiadanie go ciągle w zasięgu wzroku, w perspektywie powrotu. Ja nie wiem kiedy wrócę i chcę zobaczyć gdzie mnie ta decyzja zaprowadzi, nie tylko w sensie geograficznym, ale również w sensie osobistym. To znaczy – kim będę? Wobec tego Raporty Globtroterki nie są jedynie krótką formą reportażu z różnych zakątków świata. Są one także zapisem podróży, które odbywam w głąb siebie.

Jeśli chcesz na bieżąco otrzymywać Raporty Globtroterki wystarczy, że wyślesz  do mnie maila z Twoim imieniem oraz miejscem, z którego piszesz na adres: martyna.urbanczyk@gmail.com.

Plany, cele, marzenia

Oto moje najbliższe plany, cele i marzenia podróżnicze (zapisane-koniec marca 2017 roku):

1. planuję zostać w Abisko przez najbliższe kilka miesięcy, by zobaczyć jak arktyczna przyroda zmienia się na przestrzeni roku;
2. planuję poznać szlaki piesze w górach szwedzkiej Laponii (w tym Szlak Królewski);
3. moim marzeniem jest zdobycie Kebnekaise, najwyższej góry Szwecji i zarazem jednej z najpiękniejszych i najbardziej magicznych gór jakie kiedykolwiek widziałam;
4. chciałabym odbyć wędrówkę po fińskiej części Laponii;
5. planuję podroż na archipelag lofocki.

A zatem moje najbliższe plany, cele i marzenia obejmują północne rejony trzech krajów: Finlandii, Norwegii oraz Szwecji.

kolaz_o_blogu

Czytaj Raporty

Raport Globtroterki